poniedziałek, 21 września 2020

Recenzja serialu "Ratched"

Recenzja serialu "Ratched"

  1947 rok. Mildred Ratched przyjeżdża do niewielkiej miejscowości, w której tłoczno jest już od nowoprzybyłych turystów. Marzą o spotkaniu przestępcy, w końcu huczy o nim całe państwo. Powód wizyty w miasteczku głównej bohaterki jest jednak inny - szuka zatrudnienia w szpitalu psychiatrycznym.  Czy to jej prawdziwy cel?


Ratched 2020

Mildred przedstawia się jako pielęgniarka. Jest przebiegła, potrafi przewidzieć każdy ruch wroga, a niefortunna sytuacja staje się dla niej kolejną korzyścią. Trzeba przyznać, że Sarah Paulson w tej roli jest idealna - z zewnątrz przypomina starożytny posąg - zimna, spokojna, z klasą. Dąży do wyznaczonego celu, nie ukazując przesadnych emocji. Do czasu. 

Serial już od pierwszych minut jest mroczny i wciągający. Z niecierpliwością klika się przycisk pomiń czołówkę, by dostać więcej. Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. W połowie sezonu każdy odcinek zaczyna się ciągnąć, główny temat, a także charakter bohaterki zmienia się w ciągu kilku scen. Znikają także brutalne sceny, które wcześniej napędzały widza. 


Ratched 2020

Trzeba jednak przyznać, że jest to serial dla estety. Pastelowe kolory ubrań, samochodów, a także cudowne krajobrazy - nie da się odwrócić od nich wzroku. Sprawiają na ekranie wiele przyjemności. Można napawać wzrok aż do końca ostatniego odcinka, mimo że fabuła pozostawia wiele do życzenia. 


Ratched 2020

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Miłość i inne oprogramowanie - recenzja filmu "Her"

Miłość i inne oprogramowanie - recenzja filmu "Her"
Technologia otoczyła nas z każdej strony. Nikt nie wyobraża już teraz sobie życia bez telefonu, komputera. A Internet? Stał się niezbędny do funkcjonowania we współczesnym świecie. 

Powoli nasze życie prywatne zostaje atakowane. Przed snem rozmowę z partnerem zastępuje nam bezsensowne przeglądanie Instagrama, oglądanie tutoriali, które nigdy nam się nie przydadzą czy wpadek celebrytów. Czy to cokolwiek wnosi do naszego życia? Nic. Jednak i tak to robimy, bo nie wymaga to od nas żadnego wysiłku.

Her 2013

Her pokazuje do czego zmierza nasze społeczeństwo. Prezentuje zanikanie ludzkich relacji na rzecz znajomości wywodzących się z technologii - nagle związek ze sztuczną inteligencję (noszącą ludzkie imię) zaczyna być możliwy, co więcej nikogo zbytnio nie dziwi. 

Główny bohater instaluje nowe oprogramowanie, którego zadaniem jest pomoc przy jego pracy. Wrażliwy mężczyzna nie potrafi poradzić sobie z rozstaniem z żoną. Wkrótce jednak Samatha, sztuczna inteligencja, sprawia, że czuje się lepiej. Rozmawiają godzinami i nic w ich relacji nie sprawia problemu. Do czasu. 

Her 2013

Jednak związek ze sztucznie wykreowaną postacią nie jest idealny. Brak tutaj miejsca na wyłączność czy cielesność. Wszelkie próby są nieudane i prowadzą do ogromnego bólu, którego doświadcza jedynie człowiek. 

Spike Jonze w swoim filmie pokazuje, że nie można postawić znaku równości pomiędzy życiem realnym i wirtualnym. Zawsze będą to odmienne światy, niezależnie od tego jak bardzo chcielibyśmy je ze sobą połączyć. Prezentuje również nową, niebezpieczną postawę, do której zbliżamy się wielkimi krokami. Postawę, mająca na celu zastąpienie kontaktów międzyludzkich. Her to przestroga, aby bliżej przyjrzeć się otaczającej nas technologii i dostrzec  otaczające nas niebezpieczeństwa. 

czwartek, 4 czerwca 2020



Redaktor naczelna The Mother MAG. Od dziewięciu lat znana jako Tekstualna. Sama opisuje siebie jako osobę, która nieustannie zaczyna od nowa. Jaki ma stosunek do obecnego świata pogrążonego w wirtualnej rzeczywistości?




Humanista cyfrowy - jak to rozumiesz?

MONIKA PRYŚKO Kojarzy mi się to przede wszystkim z dehumanizacją, bardzo niefajne sformułowanie, źle to brzmi w mojej głowie. Ale rozumiem, że chodzi o człowieka w dobie mediów społecznościowych.

Dehumanizacją? Jak ona wygląda w obecnych czasach?

Gdy po drugiej stronie ekranu nie dostrzegasz człowieka, tylko rzecz. Gdy pozwalasz sobie na hejt, który potrafi zabić.

Czy człowiek zupełnie zatracił się w sieci?

Nie sądzę. Ostatnio spędzam bardzo dużo czasu z osobami, które nie mają smartfonów przyklejonych do dłoni. To jest uogólnienie, z którym się nie zgadzam, bo choć widzę czasem tych, którym totalnie odbiło, to jednak częściej obserwuję, że nie jest z nami aż tak źle. Że są miejsca, gdzie nie ma zasięgu i ludzie z tych miejsce nie uciekają, wręcz przeciwnie -
garną się do nich. Sama jestem jedną z takich osób.

Co byś zmieniła w wirtualnym świecie?

Chciałabym, by ludzie uczyli się budować więzi mimo braku czasem fizycznego kontaktu. Nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe, ale uważam, że przy całym szale z nowymi mediami i technologiami, wciąż potrzebujemy więzi i bliskości, tylko nie umiemy tego zdobyć w nowej przestrzeni.

Co czeka na nas w przyszłości? Media przysłonią całe nasze życie? A może poczujemy potrzebę życia poza zasięgiem?

Mam wrażenie, że wbrew trendom (a może to tylko moje pobożne życzenia), będziemy skręcać w kierunku miejsc bez zasięgu, lasów, łąk i kontaktu z przyrodą, bo my wciąż chcemy kontaktu z człowiekiem bez telefonu czy skype’a.

Sukces w sieci – jak wyglądała ta droga? Czy kiedykolwiek poczułaś, że się w tym zatracasz?

Sukces w sieci przyszedł przy okazji. Gdy zaczynałam blogowanie, sukces nie był moim celem, wtedy też był ,,inne czasy''. Nikt wtedy nie zakładał blogów, by zarobić, tylko by podzielić się czymś fajnym z innymi. Tak też było ze mną, choć ja założyłam bloga, by wesprzeć tym moją pracę. Jestem copywriterem, chciałam, by moi klienci mogli mnie poznać. Blogowanie i rozmowy z czytelniczkami to przyjemność, dlatego też wciąż to robię. Pieniądze to efekt uboczny. Przyjemny i bardzo potrzebny, ale jednak nie one były moim celem.Jestem dość zmotywowana, więc sukces to po prostu efekt regularności, ale też szczerości. Jeśli już o czymś piszę, to od serca. Myślę, że to się czuje i to ujęło moje czytelniczki.

Czy kiedykolwiek poczułaś, że zatracasz się w Internecie?

Nigdy nie poczułam, że się zatracam. Znam granice, czuję je. Życie blogowe nigdy nie stanęło ponad moim życiem osobistym.




czwartek, 14 maja 2020

Co to takiego ta humanistyka cyfrowa?

Co to takiego ta humanistyka cyfrowa?



Pochodzący z Krakowa litraturoznawca, tłumacz oraz członek Rady Języka Polskiego. Przez wiele lat sekretarz Wisławy Szymborskiej. Badacz różnych aspekty języka polskiego oraz literatury.

Co rozumie Pan przez określenie humanistyka cyfrowa?

Michał Rusinek Szczerze mówiąc, całe nasze życie ostatnio stało się cyfrowe i zwirtualizowane. Wykłady, ćwiczenia, seminaria czy warsztaty mają formę cyfrową. Uczymy się – także my, humaniści, jak za pomocą cyfrowych narzędzi robić to, co robiliśmy na wykładowych salach. Jesteśmy także skazani na korzystanie z cyfrowych wersji publikacji, albo w formie e-booków, albo cyfrowych bibliotek, albo także stron oferujących hosting plików (byle legalnych!).

 Czy łączenie dwóch skrajnych światów jak humanistyka i informatyka jest potrzebne?

Myślę, że jest nie tylko potrzebne, ale i nieuniknione. Przyznam, że jestem gadżeciarzem i już na studiach posługiwałem się elektroniczną maszyną do pisania, później pierwszymi tzw. word processors, notatki robiłem na tzw. palmtopie (złorzecząc na brak polskich znaków). Ostrzegano mnie na początku, że będę o wiele gorzej pisał, niż gdybym posługiwał się kartką i długopisem. Ale bardzo szybko się do tego przyzwyczaiłem i nawet nie wiem, jak to jest – pisać tradycyjnie. Może  rzeczywiście pisałbym lepiej? Z pewnością jednak proces pisania trwałby o wiele dłużej.

Gdyby miała Pan możliwość wprowadzić przedmiot na kierunek humanistyki cyfrowej, co to by było? Dlaczego właśnie taki wybór?

Młodzi ludzie, obecni studenci, świetnie sobie radzą z nowoczesnymi technologiami. Jeśli wprowadzałbym taki przedmiot to po to, by owe technologie nie przesłaniały im tego, co chcą powiedzieć i by nie przesłoniły im faktu, że są tylko narzędziami,  a nie celem samym w sobie. Mam wrażenie, że obecna sytuacja zmuszająca nas – wykładowców – do pracy zdalnej spowoduje, że to my, starzy, podszkolimy się w nowych technologiach.

Co czeka na nas w przyszłości? Czy aktualnie pojmowana humanistyka przestanie istnieć w wyniku cyfryzacji?

Nie obawiam się tego. Myślę, że cyfryzacja pozwoli jej rozkwitnąć. Żeby napisać doktorat, musiałem dostać stypendium w Londynie, bo w Polsce nie miałem szans na dostęp do potrzebnej mi bibliografii. Habilitację napisałem już w dużej mierze dzięki internetowym zasobom bibliotek na całym nieomal świecie. I dzięki możliwości kupowania książek naukowych w formie e-booków.

Czy humanista może odnieść sukces w sieci?

Jak najbardziej! Co więcej, sieć stała się o wiele ważniejszym miejscem dla np. debiutów literackich niż np. tradycyjne, drukowane periodyki literackie. Tym bardziej dotyczy to prac naukowych, które w cyfrowej wersji mają szanse dotrzeć do o wiele szerszego grona odbiorców. Nie mówiąc już o konferencjach naukowych, które – jak się teraz z konieczności okazało – mogą się z powodzeniem odbywać w formie telekonferencji.

 


 Ulubiona powieść?

Nie powieść, a zbiory opowiadań J.L. Borgesa. Wracam do nich często.

Najpiękniejszy cytat pisarza?

Nie czytam pisarzy dla cytatów.

Książka papierowa czy e-book?

To zależy. Lubię materialność książek i wielu nie wyobrażam sobie w formie cyfrowej, np. ze względu na ich szatę graficzną. Ale książki naukowe lub zwykłe czytadła kupuję już prawie wyłącznie w formie e-booków.

Spotify czy Tidal?

Ani jedno, ani drugie. Apple Music.

WhatsApp czy Messenger?

Oba, niestety. Częściej korzystam z Messengera, ale do przesyłania zdjęć czy filmów lepszy jest WhatsApp.


niedziela, 26 kwietnia 2020

Trzy czynności, które doceniłam podczas kwarantanny

Trzy czynności, które doceniłam podczas kwarantanny

Obecna sytuacja zmusiła nas do zostania w domach. Przyjęliśmy to wyzwanie, ale dłuuuuugo marudziliśmy i wyglądaliśmy tęskniącym wzrokiem przez okno. Dla mnie było to nie do zniesienia - codziennie jęczałam, jak bardzo mi źle. Uświadomiłam sobie jednak, że siedzenie w mieszkaniu nie jest takie złe i zaczęłam doceniać rzeczy dookoła siebie, więc opowiem Wam o trzech z nich. 




1. rytuał picia kawy

Odkąd wyprowadziłam się z domu, nabrałam przekonania, że jedynie americano na mieście może być przyjemne. Dumnie się tego trzymałam przez ponad trzy lata, spędzając każdą wolną chwilę w kawiarni. Wyobraźcie sobie tylko, jak bardzo niezadowolona byłam, gdy okazało się, że wszystkie moje ulubione miejsca zostały zamknięte.  Wraz z nowym trybem dnia, zaczęłam zwracać uwagę na parzenie kawy również w domu. Razem ze wskazówkami Iki Graboń (dzięki książce Kawa, o której więcej wkrótce) bawię się wyciskaniem z ziaren tego, co najlepsze. 




Powoli staram się również uczynić z tego rytuał - marzę, aby ta chwila była tylko dla mnie, pozbawiona informacji z sieci. Jest ciężko, ale będę walczyć.

Nie zrozumcie mnie źle. Kawiarnie zawsze będą miały w sobie magię, ale będę bardziej doceniać chwilę z kawą w domu.

Dodatkowe plusy? Zaoszczędzone złotówki. 

2. balkon - mała ucieczka z domu




Tak, jestem szczęściarą. W tym ciężkim okresie mam możliwość złapania oddechu, nie wychodząc z domu. Muszę jednak przyznać, że wcześniej mieliśmy ze sobą gorszy kontakt. Mogę policzyć na palcach jednej ręki, ile razy w poprzednim sezonie siedziałam na balkonie. Okazało się, że to świetny sposób na bycie z samym sobą. Medytacja czy książka - na zewnątrz te rzeczy sprawiają większą frajdę. Koniecznie spróbujcie. 


3. skin care

Pielęgnacja twarzy wchodzi na zupełnie inny wymiar podczas trwania epidemii. Nie maluje się już dwa miesiące. Dzięki temu mogłam zainwestować więcej w kosmetyki pielęgnujące niż kolorowe i poznałam firmę iossi, produkującą naturalne kosmetyki, które dają nam efekty.  Codzienne stosowanie produktów oraz masaż twarzy sprawiły, że moja cera wygląda lepiej niż kiedykolwiek. 



środa, 15 kwietnia 2020

"Walczcie z wirusami, a nie z kobietami" - Strajk Kobiet 2020

"Walczcie z wirusami, a nie z kobietami" - Strajk Kobiet 2020



Jestem wściekła.
Wściekła i przerażona, co dzieje się w Polsce. Za oknami panuje morderczy wirus. Cała nasza uwaga powinna skupić się na tym, żebyśmy zachowali wszelkie środki ostrożności, by przetrwać ten trudny czas. No właśnie, powinna... Zamiast żyć teraz w spokoju, jesteśmy zmuszone po raz kolejny walczyć o swoje bezpieczeństwo, o swoje prawa.

To właśnie dzisiaj w sejmie zostanie poruszony temat zakazu aborcji oraz zakazu edukacji seksualnej. Czy dla rządzących byłby lepszy moment? To właśnie teraz nie możemy opuścić domów, właśnie teraz nie możemy razem wyjść na ulicę, by strajkować, by poczuć się choć odrobinę lepiej w obliczu okrutnej sytuacji, w której się znalazłyśmy.



Źródło: https://www.instagram.com/strajk_kobiet/




I pamiętajcie:




 Źródło grafik : https://www.instagram.com/strajk_kobiet/

niedziela, 8 marca 2020

Happy International Women's Day

Happy International Women's Day



Mieczysław Fogg śpiewał, że w tym jest rzeczy sedno, że jest mi wszystko jedno... Niestety nam, kobietom, rzadko jest wszystko jedno, co doskonale widać na przykładzie manifestu feministycznego wygłoszonego przez Cynthię Nixon. Film jest przejmujący i wzbudził ogromne zainteresowanie mediów (bardzo słusznie).



Źródło: https://vimeo.com/393253445


Od niepamiętnych czasów od kobiet wymaga się przeróżnego zachowania. Wskazówki społeczeństwa wobec nas często kłócą się ze sobą. Która z nas nie usłyszała kiedykolwiek: "Jesteś za gruba. Jesteś za chuda". Stało się to naszą (smutną) codziennością, ograniczeniem niepozwalającym pokazywać siebie w stu procentach.

Wiecie co mnie dziwi? Kobiety wygłaszające takie cenne rady. Serio? Jesteśmy przecież w jednym teamie... Nikt jednak o to nie dba. Łatwiej jest zwrócić uwagę na defekt drugiej osoby niż skierować komplement w jej stronę. Przykre, co? 


Więc wyzwólmy się z tej niewoli. Nie dajmy sobie wmawiać, w jaki sposób mamy się zachowywać. Nie poddawajmy się kartom rozdawanym przez społeczeństwo. Bądźmy wolne. Bądźmy sobą.



Wspaniałego Dnia Kobiet i bądźcie z siebie dumne!


piątek, 6 marca 2020

Kobiety w kinie

Kobiety w kinie


Ten miesiąc jest szczególny dla kobiet. Dzień Kobiet zbliża się ogromnymi krokami - wspaniały moment, żeby obdarzyć uznaniem wszystkie panie. Może warto byłoby docenić je także na wielkim ekranie? Oto lista marcowych premier filmowych, które prezentują silną kobiecą postać.


6 marca



Niewidzialny człowiek, reżLeigh Whannell

Cecylia (w tej roli Elizabeth Moss - znana z serialu Opowieść podręcznej) ucieka z pełnej przemocy relacji. Gdy jej mąż popełnia samobójstwo, kobieta oskarża go o oszustwo. Wkrótce wpada w obłęd i odkrywa, że prześladuje ją niewidzialny człowiek...


20 marca




Ciche miejsce 2, reż. John Krasinski

Nareszcie pojawia się sequel, na który wszyscy czekaliśmy. Tym razem to Evelyn Abbott (Emily Blunt) musi zadbać o rodzinę i upewnić się, że cisza umożliwi im przetrwanie. 




Skłodowska, reż. Marjane Satrapi

20 marca jest obfity w premiery. Tego dnia do kin trafi kolejny film o Marii Skłodowskiej-Curie. Tym razem wyprodukowany przez Brytyjczyków, którzy przedstawią nam trudne początki Polki we Francji. 


27 marca



Mulan, reż. Niki Caro

Czy jest ktoś, kto nie zna tej historii? Chyba każdy z nas widział animację z 1998 roku. Teraz czas na wersję filmową o wojowniczce, która przebrana za mężczyznę, dołącza do armii. Czy dorówna poprzedniej wersji? Przekonamy się w ostatnich dniach marca.  



Do zobaczenia w kinie!


środa, 26 lutego 2020

Nie wylej, bo szkoda, czyli dlaczego warto zajrzeć na Żwirki i Wigury 4

Nie wylej, bo szkoda, czyli dlaczego warto zajrzeć na Żwirki i Wigury 4
Termin zero waste staje się nam coraz bliższy. Wszędzie otaczają nas slogany namawiające do generowania jak najmniejszej ilości odpadów, a w Lublinie powstała kawiarnia, która nie tylko nakłania do bycia eko, ale sama dba o planetę.

Tylko tam (niestety) znajdziecie wywieszony na ścianie manifest ekologiczny - przedstawia on inicjatywy w duchu zero waste podejmowane przez pracowników tego miejsca. Są to między innymi: biodegradowalne kubki i opakowania na wynos, kawa z własnym kubkiem taniej, woda za darmo, napoje tylko w szklanych butelkach, napoje roślinne bez dodatkowej opłaty... Można wymieniać bez końca! 



W ofercie mają pyszne kanapki oraz jeszcze lepsze ciasta, a wszystko to jest wegetariańskie lub wegańskie. Czy może być lepiej? 




Warto też wspomnieć o promocjach, jakie występują w tej kawiarni, bo można upolować fajne rabaty! Moim ulubionym jest zdecydowanie przelew w poniedziałki. Kawa za 3zł? Niemożliwe? Nie w Nie wylej!




Wegańskie ciasta i dobra kawa... Czy można dodać do tego coś, co sprawi, że pokochamy Nie wylej jeszcze mocniej? Byłam przekonana, że nie... Tymczasem pracownicy zorganizowali wydarzenie  polegające na sprzątaniu śmieci w naszym mieście, a także zbiórkę ubrań dla stowarzyszenia EMAUS. Oby więcej takich pomysłów! 


Do zobaczenia na Żwirki i Wigury 4! 

wtorek, 18 lutego 2020

Nuda drogą do sławy, czyli recenzja powieści L.M. Alcott

Nuda drogą do sławy, czyli recenzja powieści L.M. Alcott


Małe kobietki - zrobiło się o nich głośno za pośrednictwem ekranizacji Grety Gerwig, która pojawiła się pod koniec stycznia w kinach. Zainteresowanie filmem rosło, więc nie mogłam się doczekać seansu. Jednak postanowiłam najpierw zapoznać się z dziełem L.M. Alcott, żeby spełnić niepisaną zasadę najpierw książka, potem film. Co z tego wyszło?



Nie obejrzałam filmu.  Z pewnością za sprawą lektury, która była uciążliwa, wymagająca, można pokusić się nawet o najgorsze słowo, jakim można opisać powieść, czyli n u d n a.

Mało kto wie, że Małe kobietki to literatura dziecięca. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Muminki, Ania z Zielonego Wzgórza, Dzieci z Bullerbyn – dorośli je kochają. Co sprawia jednak, że powieść Alcott jest tak nieciekawa w porównaniu do innych powieści dla dzieci?

Autorka kreuje świat zwyczajny, nużący. Kogo z nas zaskakuje jeszcze bogata rodzina, która po latach staje się uboga? To każdy z nas słyszał w Kopciuszku, którego historia znana była już w Starożytności.

Podobno zaletą książki są interesujące postacie córek. Muszę się zgodzić, że Jo jest intrygująca. Pragnie być samodzielna, odważna. Nie w głowie jej piękne suknie czy idealnie ułożone włosy. Zdecydowanie różni się od reszty sióstr, bo, niestety, reszta jest zbyt prosta. Młode panny pomagają w domu, uczą się, marzą o rzeczach materialnych, a przy tym są tak niewinne jak łza, a jeśli już popełnią błąd, to w następnej scenie ukazana jest rehabilitacja niedobrego zachowania. Są tak dobre, kochane, urocze, aż mdłe.

Tuż na samym początku lektury pojawia się jednak tajemnica, która napędza fabułę. Sąsiadami państwa March są skryty Pan Laurence, mieszkający z wnukiem. Chłopak przesiaduje zamknięty w pokoju, a jego dziadek budzi lęk w pannach – zupełnie niepotrzebnie (niestety). Okazuje się, że to uroczy mężczyzna, który kocha muzykę, natomiast Laurie natychmiast staje się najlepszym przyjacielem sióstr. Cóż, brzmi jak najciekawszy zwrot akcji w dziejach literatury.

Pionierka kobiecej literatury, wegetarianka, aktywistka XIX wieku. Czy mam prawo krytykować kobietę, która przetarła mi szlaki? Wierzyła w siebie i bardzo to szanuję. Warto jednak zwrócić uwagę na jej styl pisania, który jest prosty, zwyczajny, wręcz usypiający, a przebrnięcie przez całą lekturę wymaga dużej dozy cierpliwości.

wtorek, 4 lutego 2020

Zegar tyka – recenzja filmu „1917”

Zegar tyka – recenzja filmu „1917”


Wielkimi krokami zbliżają się Oscary 2020. Niecierpliwie zgrzytamy zębami, zaciskamy pięści, nerwowo przebieramy nogami aż nadejdzie ten upragniony dzień (10 lutego) i poznamy zwycięzców. Podobne uczucia towarzyszyły mi podczas seansu filmu Sama Mendesa.




1917 (2019)



Dwóch żołnierzy ma za zadanie przedostać się na linie wroga i dostarczyć ważną informację brytyjskim żołnierzom, która uratuje ich od pułapki ze strony Niemców. Mają na to niewiele czasu, a jeśli im się nie uda, zginie ponad tysiąc żołnierzy, także brat jednego z wybranych do tego rozkazu szeregowych. Nie wiedzą, co ich czeka. Nie mają pewności, czy uda im się dotrzeć na czas, czy w ogóle uda im się dotrze, ale  ruszają naprzód.




I zaczyna się gra z widzem… Gra okrutna, ale bardzo wciągająca. Spotykamy się z bezdusznością wojny, a muzyka i długie ruchy kamery sprawiają, że przeżywamy każdy kolejny ruch razem          z bohaterami. Kroczymy równo z nimi, czujemy ich niepewność i rozterki, a także szybko upływający czas, który jest naszym wrogiem.

1917 (2019)

1917 ma piękną klamrę kompozycyjną. Pierwsza i ostatnia scena to widok żołnierza leżącego        w wysokiej trawie. Nie słychać strzałów, huku bomb, krzyków. Dookoła jest jedynie cisza i zieleń, chwila sielanki, na którą zasłużył. 

1917 (2019)

Sam Mendes stworzył film przytłaczający, przerażający. Podczas seansu towarzyszy nam nieustanny niepokój, ale tylko w ten sposób chociaż po części możemy uświadomić sobie, co towarzyszyło walczącym w czasie wojny.

Copyright © miło Cię widzieć , Blogger